CZARNOGÓRA czyli (nie) pierwsze śliwki robaczywki..

No dobrze. To aż sobie to tu opiszę dla upamiętnienia, mimo że moja podróż nie do końca wypaliła ;-)

Mam ogromną teorie spiskowa, co do aktualnego niedoszłego wyjazdu, pewnie błędną, ale mam:

1. Po pierwsze.. Bałkany mnie jakoś wciąż nie chcą przyjąć od dłuższego czasu. Zawsze tam chciałam pojechać z partnerem i/lub synem, jakoś nigdy nie wychodziło. Ostatecznie dwa lata temu wybrałam się już, spakowałam i obrałam kierunek, po drodze planując jedynie krótkie wizyty i spotkania z Rodzicami i u znajomych (choćby na Słowenii, gdzie było już wszystko dograne, a ktoś nawet trochę pode mnie tam poleciał). Kilkakrotnie popsuł mi się wtedy samochód (w tym hamulce), okazało się, ze kończył mi się przegląd a wyjeżdżając już z bramy od Rodziców, zatarasował mi ją całkowicie jakiś drogowiec, który wylewał asfalt. Musiałam poczekać i wyjechać później. Ostatecznie dotarłam jedynie w opolskie (z czego i tak się bardzo cieszę, bo nigdy tam nie dotarłam, a było arcyciekawe), auto nie nadawało się moim zdaniem do jazdy (przynajmniej na tak długiej i samotnej trasie) nawet po przeglądzie i jakiś wcześniejszych naprawach.

2. Drugi raz miałam przeboje, jak kupowałam bilet lotniczy do Podgoricy właśnie. Pierwszy raz zdecydowałam się go kupić ot tak, bo pojawiła się oferta, która przyszła po prostu na maila , z info, ze to nowy poznański kierunek. Kupiłam od razu, tylko z jakiś przyczyn zrobiłam tylko rezerwacje, a dopiero później miałam zrobić przelew. W sumie bardzo mi zależało na tym locie, ale nie pamiętam dlaczego, nie zdołałam go od razu opłacić i zrobiłam to parę dni później, ale jeszcze terminowo, ze tak powiem, choć lot wydawał się dość drogi. Ostatecznie okazało się, ze przelew nie został zaksięgowany i mogło to się odbyć dopiero po dniach wolnych, które wtedy przypadały, kiedy mijał termin rezerwacji. Oczywiście rano najpierw odwołali mi rezerwację oficjalnie, a później zaksięgowano wpłatę, choć dzwoniłam już na linie i prosiłam, żeby ją utrzymać i wyjaśniając sytuację. Musiałam złożyć reklamacje, żeby otrzymać zwrot pieniędzy. Jak się potem okazało raczej mocno zawyżonego kosztu lotu.

3. Ostatecznie podjęłam tę próbę raz jeszcze, po raz trzeci. Z dużym wyprzedzeniem, nawet jak na mnie. Z lepszym terminem. I znacznie lepsza cena (o połowę mniejszą od poprzedniego). Ba. Oferta tym razem wydawała mi się idealna, a poprzednie zdarzenia zrządzeniem losu. Miałam tyle czasu jak nigdy.. na zaplanowanie też samej podróży, więc wybierałam i zmieniałam ciągle hotele (bo mi żadne nie odpowiadały do końca) i trochę planowałam inne detale (ale tego za bardzo nie lubię planować odgórnie, a raczej pozostawić spontaniczności, ale ostatecznie zdecydowałam się po raz pierwszy wynająć samej samochód i z góry go również opłacić, co mi też ułatwiało dojazd i wczesny powrót na lotnisko, choć nieco bałam się samej jazdy, bo nigdy tego nie robiłam sama, więc wykupiłam pełne ubezpieczenie). Ba. Trzy razy zmieniałam hotele, bo żaden jakoś mi się do końca nie podobał, a wszystkie były kapkę droższe nawet niż przewidywałam w tym regionie. Ostateczny wybór był idealny i taki jaki lubię. Ciekawa, oryginalna miejscówka, dobrze położna, kolorowa, muralkowa, z samodzielnym pokojem dla mnie, w przystępnej cenie, z posiłkami. Super kontakt od początku i chyba opcja rezygnacji dość długo, choć już jej nie zakładałam. No i przyszedł ten dzień. Jak zawsze miałam problem z rozpoczęciem podróży i wyjściem z domu/wyjechaniem z miasta, bo miałam dość długo zajęcia i niewiele czasu na spakowanie i przemieszczenie się. Kilka dni wcześniej wysiadł mi z kolei samochód (ten sam), tym razem klasyczna pana na środku trasy (i problem z wulkanizacja w niedzielne popołudnie albo kolejna laweta albo horrendalne koszty, ale ostatecznie ratunek przypadkowego pana), a potem podniosła się/wyrwała w czasie jazdy maska.. choć jej nie otwierałam i nie bardzo wiedziałam, co się w tym momencie dzieje. Brak auta nieco skomplikował funkcjonowanie, pakowanie i wyjazd, ale zdecydowałam, ze zdążę dojechac pociągiem i ogarnąć wszystko wieczorem przed wylotem. Nie przyjechał planowy autobus, choć wyszłam ponad godzinę przed, drugi przegapiłam na innym przystanku, choć spytałam ludzi czy coś tu jeszcze nie jedzie na dworzec, bo sprawdzałam i mi wcześniej wyskoczyły dwa numery, trzeci przyjechał, ale dość późno.. mimo to powinnam zdążyć 5min przed pociągiem, ale oczywiście się spóźnił. Byłam na dworcu minutę po, pociągu już nie było (choć ostatnio wszystkie, którymi jechałam były oczywiście opóźnione). Kupiłam bilet na kolejny, dla mnie dwa razy droższy i bez miejscówki, ale pal licho, dojeżdżał jeszcze o tej samej porze (kolejny już po 22), tyle że nawet nie mogłam zwrócić niewykorzystanego, bo kupiłam go w apce. Złożyłam/wypełniłam trzystronicowa reklamacje.. żeby odzyskać chociaż śmieszne niecałe 25zł, bo nie było innej opcji, choć całość wyniosła mnie już ponad 70zl (czyli więcej niż najczęściej bilet bezpośredni do Wrocławia albo Wawy). Dojechałam, choć musiałam jeszcze dojść w deszczu i jechać dookola tramwajem, co zabrało mi dodatkowa godzinę. Ale dotarłam, przepakowalam się, zrobiłam bezproblemowo odprawę, dokupilam bagaż do luku, nową kartę esim, jak nigdy miałam nawet walutę w gotówce i załatwiona podwozke na i z lotniska na powrocie. Dawno nie byłam tak dobrze spakowana i tak zorganizowana. Naprawdę. "On time", że tak powiem. Nawet, jak nigdy sprawdziłam pogodę.

Obudził mnie o 4 rano telefon. Później drugi, choć byłam nieprzytomna, bo sama chciałam wstać dopiero koło 6. Lot był dopiero na 8. Też idealnie. Zdążyłam spojrzeć na nr i pomyśleć, ze to zagranica i pewnie hotel coś pomylił, bo kilka razy umawiali się że mną na check in i obiecywali, ze dadzą znać jak będzie możliwy wcześniej. Oferowali nawet właśnie transfer z lotniska a ja wcześniej pomyliłam, ze będę w środku nocy. Ale półprzytomna zajrzałam jeszcze na kartę pokładowa.. i już zobaczylam odwołanie lotu i wiedziałam, ze dzwonił wizzair. Wstalam, zaczęłam wszystko sprawdzać (już nikt więcej nie zadzwonił, ale ja obudziłam kolegę, żeby mi pomógł wszystko sprawdzić i odwołać co się da). Ostatecznie uznałam, ze info jest prawdziwa, dostałam maila, na stronie lotnisk lot był odwołany, w radarze również (choć było jeszcze kilka godzin, ale z Hamburga też odwołali do Podgoricy), hotel potwierdził, ze to możliwe przez złą pogodę i jakieś złe warunki/blokady na drogach. Rezerwacje dało się odwołać, za lot mam dostać zwrot, choć na samochodzie oczywiście musiałam póki co stracić (napisałam kolejna reklamacje, zobaczymy).

Ciekawa sytuacja. Zwłaszcza, że byłam w domu/gościach i ostatecznie zdecydowałam pójść z powrotem do łóżka niż jechać na lotnisko (dodzwonić się na nie i tak nie mogłam). Zazwyczaj spotykało mnie to w trasie albo na lotnisku i było jedynie opóźnieniem albo awaria. Tu żadnych innych informacji. Nie znam przyczyny. Nie rozumiem dlaczego.

Mam teorie spiskowa. Nie opłacał im się ten lot (za słabo się sprzedał?) i właściwie był pomyłką w jakimś ogólnym kalendarzu lotów... albo naprawdę te Bałkany mnie nie lubią 😂

Na pewno rozwaliło mi to plany na cały weekend (który na dodatek okazał się dłuższy niż planowałam o całe trzy dni) i wywołało straty finansowe (do przeżycia, ale zawsze). Plusem jest, ze jednak sprawdzę wszystkie prace&projekty przed poniedziałkiem, a nie odwrotnie. No i wreszcie mam okazję pogadać z synem i trochę może pobyć znów na starych śmieciach, które i tak sciagaja mnie tu znow robotą w kolejnym roku i będę zapewne zaglądać do nich częściej. Więcej plusów póki co nie widzę, ale muszę zacząć szukać albo szybko je zaplanować 🤪

Co do Bałkanów. Cóż.. będę próbować kolejny raz w lipcu. Zobaczymy 😳

Jestem jednak dużą zwolenniczką nie planowania i nie organizowania zbytnio podróży (mam na to wiele więcej przykładów, nie tylko że swojego życia).. a im bardziej zorganizowane i zaplanowane, tym więcej czasem się o dziwo w (przynajmniej w moim przypadku) sypie.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga